Nawigacja Strona Główna
Autorka
Info
Spis Treści
Rozdział 01
Rozdział 02
Rozdział 03
Rozdział 04
Rozdział 05
Rozdział 06
Rozdział 07
Rozdział 08
Rozdział 09
Rozdział 10

Czytam
recommended
unwantedly
spustoszenie
laura swan
uninvited
collision
rideau

Oceny
nie przeklinam szekspirowskie
przysięgli
opinions
krytyka
Powrót

– Ale… – zaczęłam niepewnie. Tysiące myśli kotłowało się wewnątrz mojej głowy, co w połączeniu z doskwierającymi mi już od dłuższego czasu skutkami ostrej balangi było zdecydowaną mieszanką wybuchową – Jak się tu dostałeś? – dokończyłam.
Przez dwanaście lat śniłam jeden sen, który zawsze kończył się w ten sam sposób. Krzyki, smutna twarz siedmiolatka za tylnią szybą samochodu, oraz upadający na ziemię łańcuszek z ważką.
Na przestrzeni lat, w moich wspomnieniach, twarz drogiego przyjaciela stawała się coraz bardziej rozmyta i zaczynałam wątpić w rzeczywiste istnienie Adriana. Jedynym namacalnym dowodem uświadamiającym mi, że tamten cudowny rok, to nie wybryk mojej bujnej wyobraźni, był naszyjnik, który Adrian podarował mi w przed dzień swojego wyjazdu. Z czasem tandetny łańcuszek przerwał się, zmuszając mnie bym na jakiś czas schowała ważkę do szuflady, jednak po dokładnych oględzinach sklepów z biżuterią, wybrałam nowy, aby ponownie móc cieszyć się bezcenną przywieszką. Po upływie lat, po wielu wydarzeniach, których nigdy bym nie przewidziała, wyparłam swojego przyjaciela z głowy wraz z całą resztą raniących wspomnień przywołujących mi obraz jednej jedynej osoby.
– W taki sam sposób, w jaki ty wyszłaś – odparł nonszalancko nie kryjąc rozbawienia.
Co innego zsunąć się po rynnie, a co innego wspiąć, pomyślałam. Nagle zdałam sobie sprawę z tego jak żałośnie muszę przed nim wyglądać gubiąc się we własnych myślach i próbując uchronić przed dezorientacją, która stopniowo mnie ogarniała.
– Widząc, jak wieczorem wymykasz się przez okno pomyślałem, że nad ranem musisz wrócić, a skoro zostawiłaś otwarte okno… – oznajmił bezceremonialnie.
– Gówno mnie obchodzi co myślałeś – palnęłam, czując jak złość powoli zaczyna buzować w moich żyłach.
Od dawna nie ogarnęły mnie żadne emocje. Izolując staranie umysł od prawd jakie miały miejsce na świecie, nauczyłam się ignorować ból i cierpienie, smutki i rozpacze, ale także, co było nieuniknione, szczęście. Żyłam bez skrajnych emocji, bez dreszczy i bez sentymentalności. Udawałam ślepą, obojętną, bo tak było dobrze. Teraz, nagle, poczułam jakby ktoś odkopał w moje głowie sarkofag, do którego dawno temu schowałam wszystkie, mające znaczny wpływ na moje postępowania życiowe pamiątki. Te, po uwolnieniu zaczęły wylewać się z prędkością światła, skrobiąc moje wnętrze i odsłaniając zabliźnione rany z taką siłą, że nie byłam w stanie okiełznać rosnącej żałości.
– Kto by pomyślał, że z takiej małej, uroczej dziewczynki wyrośnie nastolatka przepełniona zawiścią i goryczą?
– Ludzie mają prawo zmienić się przez jedenaście lat – odparłam.
– Słyszałem to i owo, gdy wróciłem do miasta. Między innymi, że Maya Wodnicka nie jest już tą samą osobą po tym jak…
– Nie masz prawa o tym wspominać! – warknęłam i ostentacyjnie sięgnęłam po leżący przy biurku scyzoryk.
Silna dłoń odtrąciła moje ramię sprawiając, że wypadająca ponownie broń otarła się ostrzem o mój nadgarstek. Strumyk krwi spłynął na dywanik z białego niedźwiedzia.
– I co do cholery zrobiłeś? – warknęłam próbując wyssać zbierającą się na powierzchni skóry krew.
Adrian rzucił pod nosem wiązankę hiszpańskich przekleństw po czym sięgnął do torebki leżącej na fotelu.
– Zostaw to – mruknęłam.
Niepotrzebnie strzępiłam język, wiedząc, że i tak mnie nie posłucha.
Wyciągnął paczkę zapachowych chusteczek, a następnie jedną z nich obwiązał szczelnie moje skaleczenie.
W skupieniu wpatrywałam się w jego sprawną dłoń, która z niebywałą delikatnością obchodziła się z raną.
– Powinnaś wiedzieć, że mam wobec ciebie dobre zamiary – powiedział łagodnym tonem.
Czy rzeczywiście modlitwa jaką zawzięcie wypowiadałam jedenaście lat temu została wysłuchana?
Czy rzeczywiście stała przede mną osoba, która była przyczyną dwumiesięcznego milczenia?
Nie kryłam przed sobą, że trudno było mi na niego patrzeć.
Z jednej strony rozpierała mnie ogromna chęć by zarzucić ramiona na szyję dawnego przyjaciela, z drugiej, widząc na jego twarzy bezczelny uśmiech, odnosiłam wrażenie, że jedyną możliwością jest wypchnięcie go za drzwi, splunięcie na ziemię i wyszeptanie przesączonego goryczą słowa:
– Drań.
W ostatniej chwili powstrzymałam się przed tym pozbawionym kultury gestem. W zamian za to, wyrwałam swoją dłoń z silnego uścisku i warknęłam:
– Po co tu przyszedłeś?
– Przywitać się – odparł spokojnie mierząc mnie podejrzliwym spojrzeniem.
– Może w Hiszpanii wchodzenie przez okno do czyjegoś pokoju o szóstej nad ranem to standard, ale tu, w Polsce, kwalifikuje się to do przestępstwa.
– Czyżby? – Uniósł jedną brew i w ramach protestu skrzyżował ramiona na wysokości klatki piersiowej.
– Tak. Więc gdybyś mógł, byłabym wdzięczna za opuszczenie mojej sypialni.
Zrobił krok w przód kiwając jednocześnie głową.
– Ale nie mogę.
– Adrian – zaczęłam tracąc resztki cierpliwości. – Nie wiem czy to do ciebie dotarło, bo być może zapomniałeś już nasz język, aczkolwiek słowa, które przed chwilą wypowiedziałam w twoim kierunku nie były ani prośbą, ani pytaniem.
– Więc?
– Więc wyjdź stąd! Jeżeli w przeciągu minuty nie zrobisz tego po dobroci, wypchnę cię przez to samo okno, przez które tu wlazłeś.
– Nie zrobiłabyś tego, bonita.
– Ale mogę zacząć krzyczeć, a wtedy obudziłby się ojciec.
– I Natasza? – dodał bez wahania.
– Dobra. Skończyły się żarty. Nie wiem po kiego diabła tu przylazłeś, po co wysilałeś swój pedaliki tyłek, ale powiem to wprost, bez żadnych ogródek; nie jesteś tu mile widziany!
– Przez kogo?
– Przeze mnie!
– Nie kryję, że spodziewałem się radosnego przywitania. Może plotki nie zawsze kłamią?
– Tak. Może właśnie tak jest. Więc zakoduj w swoim łbie wszystkie słowa jakie usłyszałeś na mój temat i wynoś się stąd!
Posłusznie ruszył w kierunku okna.
– Nie miałeś prawa tu wracać – mruknęłam pod nosem.
– Mam prawo do wielu rzeczy – odparł szorstko rzucając mi gniewne spojrzenie.
Odszedł. W głębi serca poczułam jednak namiastkę tego samego uczucia jakie ogarnęło mnie, gdy jedenaście lat temu widziałam odjeżdżający samochód.
Przemilczane doznania, ukryte pragnienia, fałszywe słowa.
To wszystko w połączeniu z dawno nie wypowiadanymi aluzjami dotyczącymi wydarzenia sprzed kilku lat, sprawiało, że zbierała się we mnie fala łez, z którą nie miałam styczności od bardzo długiego czasu.
Adrian wywiercił dziurę w murze, którego postawienie wiele mnie kosztowało. To, co znajdowało się po drugiej stronie, zaczęło powracać. Moim zadaniem, jedyną opcją, było doszczętne pozbycie się tej przeszkody, by to co konieczne, dotknęło mnie szybko i w miarę bezboleśnie.


Zmagając się ze wszystkimi wspomnieniami jakie zaczęły powracać, powolnym krokiem zwlekłam się na dół, na śniadanie, które szykowała Natasza. Dźwięk rozkładanych talerzy i sztućców echem odbijał się w mojej głowie. Niemal zsunęłam się po poręczy i podreptałam w ciszy do salonu, gdzie przy dużym, okrągłym stole stała kobieta o smukłym ciele, odziana w zwiewną, satynową koszulę. Układała kwiaty w wazonie nucąc nieznaną mi melodię.
– Cześć, Mayu – zaświergotała odwracając się z gracją w moją stronę. Długie, rude włosy sprężyście zsunęły się po jej ramionach sprawiając, że wyglądała jeszcze piękniej i ponętniej niż zwykle.
– Cześć – mruknęłam pod nosem prawie niesłyszalnie. Nie zaszczycając jej nawet przelotnym spojrzeniem przeszłam do kuchni po karton soku stojący w lodówce.
– Nie pij bezpośrednio z gwintu – upomniała mnie zanim zdążyłam odkręcić korek.
Nie zamierzałam jej słuchać. To był mój dom, moja lodówka i mój sok. Mogłam z nim robić co chcę i jak chcę. Zignorowałam jej słowa, po czym upiłam połowę soku zostawiając karton na marmurowym blacie, który odgradzał salon od kuchni.
– Zrobiłam tosty – powiedziała nakładając dla każdego porcję.
– Świetnie. – Chwyciłam talerz ze stołu i odwróciłam się w kierunku schodów. Ostatnie czego pragnęłam, to jeść śniadanie pod dokładną obserwacją ojca i Nataszy.
– A ty dokąd, panienko? – usłyszałam gruby męski głos, a chwile potem dostrzegłam przed sobą potężną sylwetkę ojca.
– Na górę – warknęłam, pragnąc by jak najszybciej dał mi spokój.
– Nie dzisiaj. – Takie słowa musiały oznaczać, że coś wisiało w powietrzu. W końcu raz na jakiś czas urozmaicenie jest przydatne. Stanęłam w wyzywającej pozie trzymając w dłoni talerz z tostami tak, jakbym zamierzała rzucić nim o podłogę.
– Więc? Co się dzieje? – zapytałam wiedząc, że zanim sami zabiorą się do tego by poruszyć temat rozmowy, upłynie trochę czasu, a następnie będę musiała wysłuchać cały zbiór bezsensownych zdań, które nic nie zmienią.
Spojrzeli po sobie niepewnie po czym oboje odchrząknęli w tym samym czasie.
– Więc – zaczął ojciec. – Może usiądziesz?
Było to wystarczającą wskazówką bym przygotowała się na negatywne wieści.
Przewróciłam oczami i ciężko opadłam na krzesło.
– Ja i Natasza postanowiliśmy wziąć ślub w sierpniu.
Przez chwilę wpatrywałam się w nich podejrzliwie wyczekując momentu, w którym zaczną się śmiać i powiedzą:
– Haha, żartowaliśmy.
Nic takiego nie nastąpiło. Mijały długie minuty, a ja nadal wbijałam wzrok w nieokreślony punkt przed sobą czekając na te zdejmujące kamień z serca słowa. Cisza.
– Mayu, skarbie, powiesz coś? – spytała troskliwie Natasza.
Prychnęłam i pokiwałam głową w geście niedowierzania. Miałam wrażenie, że w najbliższym czasie czekać mnie będzie jeszcze wiele niespodzianek.
Oblizałam wargi, które następnie ścisnęłam do bólu i wstałam w milczeniu kierując się prosto na górę. W dalszym ciągu nie docierało do mnie, że ich zamiary były poważne, wciąż łudziłam się, że może jednak to tylko niesmaczny żart. Wspinając się po schodach zwróciłam uwagę na to, co od dawna, traktowałam gestem obojętności i zapomnienia. Ściana ozdobiona wieloma zdjęciami, a każde z nich starannie oprawione w ramkę. Czarno-białe fotografie, których autora znałam bardzo dobrze od trzech lat nie zasmakowały mojego spojrzenia. Przyjrzałam się dokładnie jednemu, wyjątkowemu zdjęciu, które nie dość, że posiadało kolory, zrobione było, w przeciwieństwie do reszty, ręką ojca. Dwie szczerze roześmiane twarze. Kobieta po trzydziestce o blond lokach, które lekko skrywały delikatne zmarszczki mimiczne w kącikach oczu, oraz nastolatka z długimi brązowymi włosami, wiecznie odgarnianymi zwinnym ruchem ręki do tyłu. Włosami, które w zależności od pory roku zmieniały swój kolor. Latem złocisto-brązowe, w odcieniu miodu, zimą ciemnobrązowe, niemal czarne. Czarne jak oczy, które przez czternaście lat iskrzyły się radośnie, a teraz pogrążyły w złowrogim spojrzeniu. Przyjazne objęcie dwóch kobiet było jak najostrzejsza na świecie szpilka dla mojego serca. Cudowna, szczęśliwa rodzina, roześmiane twarze, i rozwiane na wietrze włosy. Dzieła matki artystki, które dodawały temu domu chociaż trochę ciepła. Ciepła, które zostało odebrane przez zimne kolory, marmur, i proste kanciaste meble stojące w niemal pustym salonie. Od lat trwają tu w bezruchu jedynie głuche ściany nie znające szczerego śmiechu i radości, tak samo, jak ja. Dlaczego w naszym domu nigdy nie było długich, zielonych zasłon, o których marzyła matka? Dlaczego nie było małego kominka, na którego gzymsie stałby malutki wazonik otoczony fotografiami najbliższych? Dlaczego w żadnym z pomieszczeń na podłodze nie leżał puchaty dywan? Wiedziałam jedno, gdy zacznę prowadzić życie na własną rękę, w moim mieszkaniu nigdy nie zabraknie tego, o czym nieustannie marzyła rodzicielka.
Zamiast udać się do swojego pokoju, by zostać tam, gdzie wchodzić wolno było tylko mnie, poczłapałam w głąb korytarza i otworzyłam drzwi, których nikt nigdy nie miał odwagi dotknąć.
Strach przed potokiem beztroskich wspomnień.
Zaraz po pierwszym kroku uderzył mnie swąd stęchłego drewna i zapomnianych rzeczy. Zakurzone ściany, podłoga i szafki pokryte pajęczynami nie wyglądały zachęcająco, ale moja ciekawość i pragnienie odnalezienia czegoś na czym tak bardzo mi niegdyś zależało, była pełnym determinacji popchnięciem mnie naprzód. Nie wiedziałam, od którego miejsca zacząć poszukiwania. Sterta nierówno ułożonych pudeł pod malutkim okienkiem dawała mi jasno do zrozumienia, że jeżeli mam sporo czasu, mogę kontynuować węszenie. Odetchnęłam ciężko i podwinęłam rękawy szarej bluzy wiążąc uprzednio włosy w niechlujny kok. Zapaliłam światło, ale po pomieszczeniu rozniósł się jedynie niemrawy blask żarówki wiszącej wątpliwie u sufitu. Chwyciłam stojące na samej górze potężne pudło podpisane Eleonora i odstawiłam je na bok nie mając najmniejszego zamiaru wtykać nosa do środka. Wiedziałam, że i tak nie odnajdę tam upragnionej przez siebie rzeczy. Zabrałam się natomiast do ostrej selekcji reszty nieoznakowanych kartonów. Przez dłuższy czas jedyne na co się natykałam to stare czasopisma, zabawki, niepasujące do niczego śrubokręty, książki i płyty CD. Pod moje ręce wpadł również sfatygowany, oprawiony w czarną skórę dziennik z pożółkłymi kartkami, na którego okładce starannie wygrawerowane było Julianna Wodnicka. Rzuciłam go pod ścianę, podobnie jak resztę nieprzydatnych rzeczy. Odetchnęłam z ulgą, gdy dostrzegłam czarny, zakurzony futerał upchnięty do jednego z pudeł wraz ze zdezelowaną, antyczną lampą. Odgarnęłam z kabury warstwę pyłu i odkaszlnęłam na bok. Przez chwilę przyglądałam się zatroskanym wzrokiem mojemu znalezisku delikatnie dotykając każdy jego kawałek opuszkami palców.
– Nareszcie – mruknęłam z zachwytem.
Zdałam sobie sprawę z tego jak bardzo mam dosyć ukrywania prawdziwej twarzy, jak bardzo tęsknię za przeszłością i jak bardzo chciałabym zmienić ciąg wydarzeń, który naznaczył moje życie, na zawsze. Przygryzłam wargę wahając się przed podniesieniem wieka.
Czy byłam na to gotowa?
Nie. Zrezygnowałam. Zgarnęłam cały bałagan pod okno i wyszłam ze schowka trzymając w ręku swój czarny futerał.

Przez chwilę lustrowałam miejsce, w którym na początku dnia stał Adrian, a następnie, wzięłam głęboki oddech i podniosłam klapę futerału obserwując z żalem ukazującą się moim oczom parę skrzypiec. Podniosłam je delikatnie tak, jakby była to bomba mająca lada chwilę wybuchnąć, a następnie z oporem ścisnęłam w drugiej dłoni smyczek. Zgryzłam wargi, oparłam skrzypce na ramieniu, spojrzałam na okno, a potem wypowiadając w duchu głuche ‘proszę’ zamknęłam oczy i podjęłam się próby wskrzeszenia chociaż jednego płynnego dźwięku. Zgrzyt rozniósł się falą po sypialni, odbił od ścian i wrócił do punktu wyjścia maltretując każdą komórkę mojego ciała. Ze zrezygnowaniem wrzuciłam skrzypce ponownie do futerału, który zamknęłam i wsunęłam pod potężne, białe łóżko zajmujące niemal połowę pokoju.
Jak za sprawą idealnej synchronizacji, w momencie, w którym wyprostowałam się wypuszczając ze świstem powietrze, spod torebki leżącej przy biurku dobiegł mnie dźwięk telefonu.
– Halo? – rzuciłam.
– Może żarcie na mieście? – radosny i opanowany za razem głos Julii uderzył mnie o uszy.
– Mhm.
– W kawiarni za pół godziny.


12 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

Konto usunięteniedziela, 12.lipica.2009, 17:57
188.33.60.36

Fajny blogas i wogole wszystko :Pozdrawiam

Agnes Agnes.mylog.plponiedziałek, 13.lipica.2009, 12:29
78.31.124.6

Bardzo mi się podoba ;) czekam na kolejną część :))

zuza zuza.mylog.plponiedziałek, 20.lipica.2009, 22:11
85.89.162.45

maya... to twoje drugie imie, wiesz?
jest super! pisz dalej, dolaczaj, i daj mi przeczytac! ;p

truskawka truskawkaśroda, 5.sierpnia.2009, 20:13
79.184.195.87

Jedno z lepszych opowiadań jakie czytałam w internecie.
Masz to coś, dzięki czemu wciąga się je jednym tchem.
Do tego to słownictwo! Aż boję się zapytać ile masz lat.
Cudownie. Naprawdę. Kiedy kolejny rozdział?
Czekam z niecierpliwością.

Mims Mims.mylog.plśroda, 5.sierpnia.2009, 22:53
83.175.190.239

Jestes swietna!
Masz ogromny talent!
Byl juz ktos rudy!  stwoz prosze i kogos z piegami!
UWIELBIAM PIEGI!

pugilato pugilatosobota, 8.sierpnia.2009, 15:48
83.18.110.140

To jest świetne ;)
Proszę mnie poinformować o nowej części ;)

Konto usunięteponiedziałek, 10.sierpnia.2009, 16:38
83.11.59.22

Zapraszamy na rozstrzygnięcie 6 tury.

truskawka truskawkaponiedziałek, 10.sierpnia.2009, 16:40
83.11.59.22

Zapraszamy na rozstrzygnięcie 6 tury.


*Sory,  zapomniałam się przelogować*

truskawka truskawkapiątek, 14.sierpnia.2009, 20:18
83.5.254.180

Zapraszamy na nową notkę na recommended.

Prosimy abyś zwróciła uwagę na punkt pierwszy, drugi oraz trzeci!

Na końcu notki znajdziesz powiadomienia o nowych rozdziałach na innych rekomendowanych blogach, miłego czytania! : )

toplista toplistaśroda, 19.sierpnia.2009, 10:43
83.25.53.230

Chcesz zareklamować swoje opowiadanie? A może chciałbyś odkryć całkiem nową, interesującą historię napisaną przez innego użytkownika? Zapraszamy na toplistę, gdzie na reklamę każdego z opowiadań znajdzie się miejsce!
Przepraszamy za spam, reklama dźwignią handlu (;

Clorarmakap Clorarmakap.niedziela, 26.czerwca.2011, 01:52
119.6.105.40

You certainly have some agreeable opinions and views. Your blog provides a fresh look at the subject.

How To Keep a Man Interested How To Keep a Man Interested.poniedziałek, 19.września.2011, 12:29
113.232.25.79

Very informative post. Thanks for taking the time to share your view with us.